Planeta Śmierci

Planeta Śmierci - Harry Harrison Napiszę krótko, bo nie ma się co nad tym rozwodzić. W opowieściach tego pana (może poza Zielonym Soylentem (Przestrzeni! Przestrzeni!) gdzie ciężko byłby się wcisnąć) chce się być i to niekoniecznie jako główny bohater (choć to oczywiście najlepsza miejscówka). Nawet jak miejscem gdzie przyszłoby nam bytować jest planeta, przy której Australia jest przytulnym i bardzo przyjaznym człowiekowi ekosystemem. Na Pyrrusie każda ożywiona forma bytu będzie próbowała cię otruć, użądlić, oparzyć, zgnieść, ugryźć, przeciąć, okaleczyć, rozerwać na strzępy lub zjeść, w dowolnej kolejności ale najchętniej jednocześnie. Nawet klimat jest wrogi, jak nie leje rzęsisty i zimny deszcz, to pada grad wielkości pięści, a jak im się znudzi to sypie śnieg, a jak już się wypada, to okazuje się, że jesteś w tropikach. Już nic nie mówiąc o aktywności sejsmicznej i wulkanicznej przy ciążeniu 2G. Ale jedno jest pewne, nie sposób się na niej nudzić (no chyba, że będzie to śmiertelna nuda). Więcej choć niekoniecznie http://niepamietnikfprefecta.blogspot.com/2013/06/roslina-mnie-bije.html