Ewangelia według Heroda

Ewangelia według Heroda - Marcin Wolski Jak ogólnie wiadomo każda opowieść musi mięć wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Jest to dość logiczna konstrukcja (tak jak i konstrukcja dzidy bojowej, która to składa się: z przedzidzia dzidy bojowej, śróddzidzia dzidy bojowej i zadzidzia dzidy bojowej. Dalszy rozkład dzidy bojowej sobie odpuszczę, kto był w wojsku ten zna, kto nie był, niech się wybierze). Tylko (i to jest ten przypadek) czasami najpierw trzeba mieć zakończenie, zanim się zacznie. Niestety, zakończenie jakie dostajemy, jest już mocno ograne, choćby przez Monty Pytona w "Żywocie Briana" (Life of Brian) (swoją drogą polecam. Always look on the bright side of life fiufiu fiufiufiufiufiufiu), i nie chodzi o zakończenie filmu. Trzeba się zdecydować też, czy piszemy książkę na poważnie czy sobie żartujemy. Jeśli na poważnie, to odpuszczamy sobie moralizowanie, w stylu: czary i magia to zuo (o ile nie czaruje się w słusznej sprawie), pornografia to zuo (chyba, że chodzi o cieślę, jemu wolno), gry komputerowe to potworne zuo (patrz pornografia), zabijanie to zuo (o ile nie chodzi o tych, których zabić należy wtedy jest ok, albo zabijający jest cieślą, wtedy też jest ok i wybaczone), bo wychodzi się na... (domyśl się autorze).A jak piszemy dla żartu to odpuszczamy sobie sceny makabrycznie makabryczne. Ciężko zdecydować jaki target obrał autor i wyszło takie coś o. Więcej na http://niepamietnikfprefecta.blogspot.com/2013/04/to-nie-byo-smieszne-szkoda.html