Gwiazdy jak pył

Gwiazdy jak pył - Isaac Asimov Czemuż ach czemuż, żeby w światach fantastycznych przeżywać przygody, to trzeba być pięknym (lub przystojnym przynajmniej i postawnym), młodym (ciężko znaleźć kogoś po trzydziestce) i najlepiej bogatym (albo szlachetnie urodzonym). Taki stary, niezbyt urodziwy, i nie za bogaty człeczyna jak ja, to się może przygodnie, co najwyżej rozwolnienia nabawić. A wtedy dobrze jest mieć co poczytać jak się przymusowo spędza kilkanaście minut w gabinecie odosobnienia, i dobrze jest, jak to co czytamy jest niezwykłą przygodówką. Dziś więc klasyk gatunku. Przystojny i dobrze zbudowany, oraz szlachetnie urodzony (oraz niebiedny) młodzieniec zostaje znienacka wplątany w intrygę międzyplanetarną. Jego jedynym dotychczasowym osiągnięciem jest prawie ukończona Ziemska uczelnia. Na niwie politycznej jest zielony jak chińska herbata. I pewnie zginąłby z kretesem już podczas pierwszej podróży, na szczęście (dla niego) okazuje się połączeniem Sherlocka Holmesa, Niccolò Machiavellim, Jamesem Bondem i Giacomo Casanovą w jednym. Co pozwala mu rozwikłać tak poplątaną sieć intryg i zależności, że kardynał Richelieu poczułby się nieco zażenowany swoimi miałkimi knowaniami, zdobyć chyba najlepszą partie dostępną w znanym wszechświecie i znaleźć się na samym szczycie. Szczęśliwe zakończenie, kurtyna opada, wyciemnienie. Więcej na http://niepamietnikfprefecta.blogspot.com/2012/05/tak-mi-jakos-przeleciao.html