Podpalaczka

Podpalaczka - Stephen King Przychodzi taki dzień kiedy taka neofita jak ja, musi coś napisać o książce człowieka uznawanego za mistrza (i to przez tą neofitę też). I wszystko byłoby w porządku gdyby pisał w samych superlatywach. Gorzej jest jak mu się trafi mistrzowski gniot, bo jak to wygląda, ćwok który musi się zastanawiać pięć minut nad skreśleniem prostego zdania, źle ocenia człowieka, którego książki zajmują listy bestselerów, tłumaczone są na większość języków i ekranizowane przed napisaniem. Ale biednemu to zawsze wiatr w oczy i nóż w plecy. Przyznam się bez bicia, że książce za pierwszym razem nie dałem rady. Tyle razy czytałem podobne teksty, że mnie odrzuciło i na ponad rok książka powędrowała na półkę. Początek tej książki to koncert chciejstwa. Ja was stworzyłem, to będzie tak jak ja chce. I rozumiem to u początkujących pisarzy ale od mistrza człowiek oczekuje trochę więcej. Nie wiem jak wam, ale ja jakoś w tak masowe nagromadzenie szczęśliwych przypadków nie jestem w stanie uwierzyć. A jeśli coś jest aż nadto sztuczne, to zupełnie nie przemawia do wyobraźni. Jak wytłumaczyć, że zwykły człowiek, nauczyciel akademicki, z siedmioletnią córeczką wymykają się wyszkolonym agentom wspieranym przez policję i to o włos. Raz się to może udać, bo nawet zwykły człowiek ma czasem szczęście, ale kilkukrotne wymknięcie się z obław i pułapek i to przez "fartowne" zbiegi okoliczności jest nie tylko nieprawdopodobne ale wręcz nienaturalne. Trochę więcej na http://niepamietnikfprefecta.blogspot.com/2012/03/im-firestarter.html