Chłód granitu

Chłód granitu - Stuart MacBride Ta powieść jest brudna, lepka, okrutna, ohydna, wredna, paskudna i śmierdzi, ale właśnie taka powinna być. Jak jeszcze kiedyś będę miał styczność z książkami Stuarta MacBride (a postaram się żeby tak się stało) to będę je czytał w lateksowych rękawiczkach. Choć kawał odgrzany podobno nie w cenie, lecz silny jest bezwład i przyzwyczajenie*, to ten kryminał wcale tak bardzo nie razi wtórnością. MacBride popatrzył na wszystko oczami gliny i choć nie jestem łapsem, to w moim odczuciu zrobił to bardzo dobrze. Postacie są do bólu przerysowane, jedynie te, które podobają się detektywowi (a jest on zdeklarowanym heterykiem), są w jakiś sposób ładne i urocze i nie jest istotne czy są dobre czy złe. Inni, nie ważne dobrzy czy źli, są brzydcy, groteskowi, szaleni, a wręcz niekompletni, jakby informatyk stworzył szkielet z polygonów i zapomniał wygładzić to teksturami. Tyczy się to też budynków, krajobrazu, oraz społeczeństwa otaczającego gliniarza. Więcej na http://niepamietnikfprefecta.blogspot.com/2012/02/ta-ksiazka-jest-brudna-lepka-okrutna.html