Myst. Księga Atrusa

Myst. Księga Atrusa - David Wingrove, Rand Miller, Robyn Miller Ile straconych nocy na rozwiązywaniu zagadek. Ile wyrwanych włosów podczas trudnego procesu myślenia nad nimi. I to za marną chwile tryumfu, i następną jeszcze gorszą zagadkę do odgadnięcia. Ale się udało, przeszedłem. Druga część jeszcze lepsza. Całe szczęście, że jeszcze wtedy nic nie wiedziałem o solucjach, bo bym się chyba złamał. A teraz dorwałem się do książki i jakiż srogi zawód mnie spotkał. W grze było wszystko atmosfera, miejsce, pomysł, historia no i te widoki. A w książce zabrakło wszystkiego. Czy naprawdę trzeba było stworzyć, na podstawie czegoś tak fantastycznego, taką ramotę. Z książki niby mamy się dowiedzieć co się wydarzyło przed grą. Ale praktycznie niczego się nie dowiadujemy, ani co się w końcu stało w D'ni. Ani jak zginęli wszyscy mieszkańcy. Dostajemy marną opowiastkę o skonfliktowanej rodzinie. Stworzenie scenariusza do gry, to nie to samo co napisanie książki. Twórcy gry powinni to zlecić jakiemuś rzemieślnikowi pisarskiemu, co wyszłoby tylko na dobre powieści. Pamiętacie krajobrazy z gry, coś niesamowitego. W książce są rysunki, i to jest jeszcze gorsze od treści. Takie coś co tam jest jako rysunek, to ja nazywam maziają. Te rysunki tworzy Atrus, tak ten z gry, i jeśli tak jest, jak mu się udawało stworzyć tak piękne wieki. Tylko przez wielki sentyment do Myst, Uru, Exile, Revelation, które to na zawsze zajęły miejsce na mojej półce z grami, daje tej książce 5/10 choć wiem, że na to nie zasługuje.