Grajek

Grajek - Helen McCabe Obrzydliwość, i właściwie mógłbym na tym jednym słowie skończyć moją opinię o tej książczynie. To miał być horror albo powieść grozy, ale w tej książce nie ma nic takiego co spowodowałoby abym poczuł włoski jeżące mi się na karku i wielką niechęć do wyjrzenia przez okno w nocy z 21 na 22 lipca, bo te potworności ponoć wydarzają się zawsze właśnie 22 lipca, hmm to dziś. Brak w niej atmosfery, klaustrofobicznej, mrocznej, przejmującej, drażniącej nasze zmysły, jedyne co jest to nagromadzenie obrzydliwości. Z seksualnych zboczeń jest pedofilia, nekrofilia, zoofilia i zwykłe podglądactwo. Z innych brud, ropiejące i niegojące się rany, szczury, robactwo, węże i nietoperze wampiry. Tak więc urodził nam się kolejny Masterton tylko w gorszym wydaniu. Za moich młodych i bardzo młodych lat, smoki były smokami, z którymi walczyli dostojni rycerze, ratując przy tym dziewice lub księżniczki, co nie wykluczało, że księżniczki też mogły być dziewicami, ale nie było to chyba konieczne. Potem narodziły się wampiry i potwory, które były potworne w swojej brzydocie, a z którymi znowu walczyli szlachetni mężczyźni i znowu zazwyczaj chodziło o obronę czci niewieściej lub też dziewczęcej krwi, zapewne aby nadal mogłyby być honorowymi dawczyniami, w końcu nie wiadomo jakie choroby przenoszą wampiry. Potem narodzili się superbohaterowie i superzłoczyńcy, ale nadal ci pierwsi byli przystojni lub piękni, a Ci drudzy brzydcy i ohydni, i zazwyczaj jeszcze paskudnie się śmiali. Teraz tendencja się odwróciła, zło jest zazwyczaj piękne, zaś ci dobrzy to jakieś pokurcze, a w naszym przypadku to częściowo sparaliżowany, głuchoniemy trzynastoletni chłopiec. Ten zły, to przystojny, a nawet można powiedzieć piękny, doskonale zbudowany mężczyzna. Potrafiący być zabawny, czarujący i na dokładkę pięknie gra na flecie. Nie wiem w jakim celu, to coś gwałci nastolatki w Rumuni i porywa bliźnięta w Ameryce, po coś to robi ale z książki się nie dowiemy po co. Do kogo jest skierowana ta książka, czyli kogo ma przestraszyć, dzieciom raczej nie damy jej do czytania, z powodów nagromadzonych w niej abominacji, a dorosłego, to ewentualnie chorego na musofobie, kto więc ma ją czytać i komu, jako bajkę na dobranoc dla niegrzecznych dzieci ewentualnie można, tylko znowu, po co ? Ale jest jedno co mnie przeraziło i to poważnie, napis na okładce „wkrótce na ekranach kin”, to naprawdę straszne, że taka potworność zostanie zekranizowana, a książki warte ekranizacji, leżą i nic się nie dzieje. Ale to tłumaczyłoby twarz Petera Wellera, z czasów gdy grał RoboCopa, na okładce. Swoją drogą ciekawe czy on wie, że jego twarz, firmuje tą obrzydliwość w Polsce. Moja ocena to 3/10, to można przeczytać jak się człowiek odchudza, przed obiadem.