Śmierć mówi w moim imieniu

Śmierć mówi w moim imieniu - Joe Alex Co powinien mieć kryminał, zagadkę kryminalną powinien mieć. No i niby jest tu i trup i taki trochę dziwny, bo jeszcze godzinę po swojej śmierci gra na scenie i to z powodzeniem, i niby dużo podejrzanych, bo nikt nieboszczyka nie lubił, ale... . I właśnie o to ale chodzi. Po kilkudziesięciu stronach pozostaje już tylko dwóch możliwych zabójców, a po kilkunastu następnych już tylko jeden. Kryminałek jednak cieszy się powodzeniem, bo to jednak fajne jak okazuje się, że jesteśmy tacy sprytni i wykrywamy tak szybko morderce. Ale i tak wam nie zdradzę kto zabił, sami sobie przeczytajcie i bądźcie też tacy sprytni jak ja :) Za to po przeczytaniu ostatniej strony, dopiero miałem zagadkę. Jak autor kryminałka, sławny Joe Alex, wraz z inspektorem, z którym prowadził to śledztwo, wykręcą się prasie, i nie zdradzą kto zamordował i dlaczego, a jacy potrafią być dziennikarze to przecież wiemy. I druga zagadka, w jakim kraju (akcja powieści dzieje się w Londynie, tym angielskim chyba) , policjant prowadzący śledztwo może, zamiast z partnerem również policjantem, prowadzić śledztwo z pisarzem ? Oraz trzecia, dlaczego czytam książkę, której Joe nie zamierzał napisać ? I to dopiero są nierozwiązywalne zagadki wiążące się z tym kryminałkiem. Książkę czyta się dość łatwo, kilka anachronizmów, niektóre nawet mnie zaskoczyły, mogą być przez młodszych czytelników zupełnie niezrozumiałe. Z drugiej jednak strony, szkoda, że egzaltowane damy z towarzystwa nie mdleją już w tak malowniczy sposób jak kiedyś. Jakieś 4/10 można ale bez przymusu.