Intruz

Intruz - Stephenie Meyer Niestety „dzieło” potwornie wtórne jeśli chodzi o „fantastyczność” ale i w wątku „romansowym” można się doszukać wielu analogii do dzieł choćby Wiliama Szekspira. Sam pomysł na inwazje zaczerpnięty być może z „Władców marionetek” Roberta A. Heinleina, czy też filmu „Porywacze ciał”. Pasożyt umieszczony jest wewnątrz ciała nosiciela tak jak w „Gwiezdnych wrotach”. Tu poza błyszczącymi oczami nic nowego nasza autorka nie wymyśliła. Ale kto poza niewielką garstką osób interesujących się fantastyką będzie o tym wiedział, a kto z tej grupki będzie miał tą wątpliwą , jak dla mnie, przyjemność, zapoznać się z tym tytułem ? Niestety nie mogę za bardzo zagłębić się w część „romansową” tej książki, nie przeczytałem bowiem zbyt dużo romansów. Rzuciło mi się tylko w oczy to, że wiele z rozterek „serca” głównych bohaterów, można znaleźć w takich dziełach jak „Otello” czy „Romeo i Julia”, co z jednej strony świadczy o dobrym guście autorki, co do doboru dzieł z których zrzynała, ale z drugiej strony jest bardzo przygnębiające. Treść niestety nie porywa, nie zmusza do żadnej refleksji, większość z „wielkich” przemyśleń bohaterów, nad wyjątkowością ludzkich uczuć i charakteru, przewija się w wielu książkach wielu innych autorów. Dużo jest też w tej książce poważnych potknięć, dusze (to ci straszni najeźdźcy) są niezdolne do przemocy ani do kłamstwa, a naszą planetę przejęły tylko dlatego, że zagrażaliśmy sami sobie jak i ogólnie życiu na Ziemi. W czym zagrażały im lub sobie wodorosty z innej przez nich zasymilowanej planety, na której zresztą spowodowały bezsensowną śmierć wielu z istnień. Jak groźne dla swojego środowiska i dla siebie nawzajem były „nietoperze”, „delfiny-ważki”,”pająki”. „miśki” czy „kwiaty” też nie wiadomo, dlaczego więc ich planety też zostały, przez miłujące pokój i nieagresywne dusze, podbite ? Nie wiem i nie wiem czy autorka to wie. Swoją drogą „świat płomieni” do złudzenia przypomina „Władców ognia” z naszą wspaniałą Izabelą Scorupco w jednej z głównych ról. Podejrzewam, że jakby się zagłębić, to wszystkie te światy z czegoś byłyby zerżnięte. Drugi taki poważny błąd, to inna budowa chemiczna dusz i ludzi. Nie można uśpić duszy i jej wyekstrahować z ludzkiego ciała, albowiem mają inną strukturę chemiczną i to co usypia nas nie usypia duszy. I zupełnie spokojnie kilka stron dalej dusza usypia pod wpływem morfiny, a kilka następnych stron i chloroform jest równie skuteczny. Innym problemem jest w takim układzie jak i czym odżywiają się owe dusze, jeśli mają inną budowę. Ale to już wyższa szkoła jazdy i nie wymagajmy od autorki zbyt wiele. Główna bohaterka Wanda, zostaje ciężko pobita przez jednego z ludzi, który chwile potem, nieprzytomny znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Dzielna nasza dusza ratuje go jednak, przypominam ciężko pobita, trzymając swego oprawce nad przepaścią, jak już go uratowała, to pięciu zdrowych chłopów z ledwością go przetargało parę metrów, ot taka ciekawostka. Jest też wiele mniejszych i całkiem małych błędów i potknięć, ale w ten sposób opisałbym całą książkę i nic dobrego by z tego nie wynikło. Wtórność oznacza niestety też to, że „dzieło” jest do bólu przewidywalne. Nic, dosłownie nic mnie w niej nie zaskoczyło, a sam koniec to, ech szkoda pisać i literki zużywać. Reasumując, jak lubisz romansidła, to pewnie jakoś to przeżyjesz i może to się nawet spodobać, taka międzygatunkowa miłość i ludziowa taka, aż prawie za grób, no coś nieziemskiego. Choć za cenę tej pozycji, można kupić kilka Harlekinów i „przeżyć” więcej romansów. Jeśli jesteś fanem fantastyki STANOWCZO odradzam, i polecam obejrzeć filmy i przeczytać książkę wymienioną w pierwszym akapicie. T.