Śmierć w banku Main Chance

Śmierć w banku Main Chance - Colin Forbes Panie Raymond Harold Sawkin alias Colin Forbes, pan się powinieneś wstydzić, pan żeś powinien za honorarium wykupić ogłoszenie w prasie, w każdym kraju, w którym wydano to „dzieło” , i bardzo przeprosić czytelników, że musieli to czytać. Tantiemy zaś przeznaczyć po równo na kliniki leczące ludzki wzrok i fundacje ratujące drzewostany na świecie. Najpierw się ucieszyłem, że za dychę udało mi się kupić nowego Forbesa, a teraz zwracam się do wydawnictwa, żeby mi oddało 9,88, bo książka jest warta tyle ile makulatura na skupie. Od tej pory bardzo będę się namyślał zanim kupie kolejną książkę wydawnictwa Prószyński i S-ka, bo jak widać na tym przykładzie potrafi wydać byle co, byle by miało znane nazwisko na okładce. Powiem szczerze, gdyby od tej książki zaczęła się moja przygoda z Forbesem, to miałbym jedną książkę Forbesa w swojej bibliotece, a nie 19. Dialogi w tej ramocie są tak drewniane, że moja deska do krojenia (czyste drewno olchowe) się zawstydziła. Zachowania postaci, tych dobrych i tych złych są tak irracjonalne, że zastanawiam się nie tylko jak oni zaszli tak wysoko w strukturach, czy to wywiadowczych, czy to przestępczych, ale jak oni dożyli do pełnoletności. Kilka przykładów, Tweed nie strzelił z pistoletu, bo przeciwnik stał za blisko ???? , reszta jego oddziału przyglądała się bezradnie jak ich szef walczy o życie, grupa Tweeda bez żadnych skrupułów zabija belgijskich policjantów w Belgii !!??, a waha się zabijać francuskich przestępców w Anglii, i tak co parę kartek kolejna tego typu bzdura. A już szczytem jest wypłynięcie trupa z portu statkiem, na pełne i do tego wzburzone morze przez ciasny przesmyk, mało brakowało, a ja bym padł trupem, ze śmiechu. Jeśli nie macie nic innego w domu do przeczytania, to umyjcie okna, będzie jakiś pożytek z poświęconego czasu, na to nie warto marnować ani czasu, ani oczu, a już na pewno nie warto wydawać na to pieniędzy.